Teraz pokażemy bramki z tego meczu dla tych, którzy widzieli, ale myślę, że chętnie obejrzą je jeszcze ci, którzy nie widzieli. - D. Szpakowski
blogi
środa, 19 sierpnia 2009
Kolejny Polak może zapomnieć o Lidze Mistrzów

Lyon pozbawił wszelkich złudzeń marzących o Lidze Mistrzów piłkarzy Anderlechtu:

Oczywiście przed nami jeszcze mecz rewanżowy, więc wszystko się może zdarzyć:) A tak na poważnie szkoda, że z Ligą Mistrzów na 99% żegna się kolejny reprezentant naszego kraju (Wasilewski grał dziś cały mecz). Nigdy nie ma ich w rozgrywkach grupowych zbyt wielu, ale ta edycja zapowiada się niestety wyjątkowo marnie.

Ciekawie było też w Atenach:

Burnley lepsze od Manchesteru

Druga kolejka Premiership przyniosła wielką niespodziankę. Burnley - jedna z najsłabszych ekip ligi angielskiej (jeśli nie najsłabsza) pokonała u siebie mistrza kraju. Jedynego gola w tym meczu zdobył w 19 minucie Robbie Blake. Było to całkiem ładne uderzenie:

Kibice i piłkarze Burnley po mecze cieszyli się jak po zdobyciu Mistrzostwa Świata. Mieli zresztą pełne prawo - sprawili wielką sensację.

Manchester tymczasem nie zachwycił już w pierwszym meczu u siebie z Birmingham. Wtedy wymęczone zwycięstwo 1:0 i niezbyt porywająca gra nie mogły zachwycić kibiców. Dziś było jeszcze gorzej. Dwa mecze z naprawdę słabymi ekipami na początek były idealnym pretekstem aby wejść w ten sezon z mocnym uderzeniem i w idealnych humorach. Tymczasem stało się zupełnie inaczej. Na jakiekolwiek wnioski oczywiście jeszcze za wcześnie, ponieważ United od kilku lat ma tendencję do rozkręcania się wraz z trwającym sezonem. Dlatego paniki raczej w ekipie Czerwonych Diabłów jeszcze nie ma, ale sir Alex zdecydowanie ma nad czym myśleć w nadchodzących dniach, bo z taką grą jego piłkarze nie będą za bardzo liczyć się ani w lidze angielskiej, ani w europejskich pucharach.

Liga Mistrzów raczej nie dla Celticu

Po porażce 0:2 u siebie z Arsenalem Celtic raczej może już przestać marzyć o Lidze Mistrzów. Boruc bronił dobrze, przy bramkach nie zawinił, ale to pewnie kiepskie pocieszenie dla naszego bramkarza. Nie oszukujmy się, szkockiemu klubowi wylosowanie Kanonierów nie mogło przynieść nic dobrego. Murowanym faworytem byli i pozostają podopieczni Wengera.

Fajny mecz obejrzeli kibice w Lizbonie:

A nasz "polski team" przegrał w stolicy Danii 1:0:

Od pierwszej minuty zagrał Kosowski, a Marcina Żewłakowa kibice mogli oglądać w drugiej połowie. Nie zagrał Sikora.

Drugi z braci Żewłakowów zagrał cały mecz w barwach Olympiakosu i po wygranej 0:2 z Sheriff Tiraspol nasz reprezentant jest bliski zaliczenia kolejnych występów w LM.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Rogowska i Pyrek i wszystko jasne!

W czasach gdy Polska nie jest potęgą lekkoatletyczną takie wydarzenie jest naprawdę godne odnotowania!

Na Mistrzostwach Świata w Berlinie w konkursie skoku o tyczce kobiet ZŁOTO i SREBRO zdobyły reprezentantki Polski!

Na najwyższym stopniu podium stanęła Anna Rogowska, tuż za nią uplasowała się Monika Pyrek (ex aequo z Chelsea Johnson z USA). Widok dwóch Polek robiących rundkę honorową po Stadionie Olimpijskim z flagą narodową był naprawdę niesamowitym momentem. Nie ma co się rozpisywać, proszę wstać i na stojąco bić naszym dziewczynom brawo!

Skok po złoto:

 

A takie cuda wyprawiała dziś "Caryca" Elena Isinbaeva:

 

Cóż, to już zmartwienie Rosjan, my mamy za sobą wspaniały lekkoatletyczny dzień, a jeśli dodamy do Rogowskiej i Pyrek dzisiejsze SREBRO Ziółkowskiego w rzucie młotem (niestety całkowicie przyćmione przez wyczyn dziewczyn), wczorajszy BRĄZ w siedmioboju Kamili Chudzik oraz sobotnie SREBRO Majewskiego to Polska obecnie w klasyfikacji medalowej wygląda tak:

Prawda, że to wygląda cudnie:) Wiem, że za nami dopiero kilka dni Mistrzostw i ten stan rzeczy mocno się zmieni (raczej na naszą niekorzyść niestety), ale póki co fajnie jest popatrzeć na coś takiego:)

niedziela, 16 sierpnia 2009
Mix weekendowy

No i po wywczasie. Wracamy więc do blogowania, a że za nami już większość weekendu, to troszkę już zdarzyło się wydarzyć:

Zacznijmy od polskich wyczynów:

Kuba Błaszczykowski asystował w meczu wyjazdowym z HSV. Wysiłki naszego reprezentanta na niewiele się jednak  zdały i Dortmund poległ w Hamburgu aż 4:1.

Asysta Kuby:

 

Wszystkie gole z meczu:

 

Michał Janota (2 liga holenderska) pewnie wykorzystał rzut karny, dzięki czemu jego Excelsior zwyciężył 2:3 na wyjeździe Den Bosch.

Gol Polaka od około 3 minuty.

 

Boruc puścił jednego gola ale Celtic i tak pewnie zwyciężył 1:3:

 

Z innej beczki: w Berlinie na Mistrzostwach Świata Tomasz Majewski zdobył srebro:

 

Wracając do piłki i polskich piłkarzy: Dudka grzał ławę a jego Auxerre poległo w Lens 2:0, Krzynówek zagrał 76 minut w zremisowanym przez Hannover meczu z Mainz 1:1. Zdebel pojawił się na boisku w 87 minucie meczu Leverkusen - Hoffenheim, gospodarzy wygrali 1:0. W League One (3 liga) kiszą się Rasiak z Saganowskim (pierwszy zagrał cały mecz, drugi podziwiał kolegę z ławki rezerwowych). Southampton przegrało na wyjeździe z Huddersfield 3:1. Wasilewski zgrał całe spotkanie w barwach Anderlechtu. Gospodarze rozgromili Westerlo 3:0. W Belgii zagrał również Janczyk. Jego Lokeren przegrało u siebie 1:2 z St. Truiden.

A teraz rzeczy nie związane z naszymi gwiazdami:

Tak padła pierwsza bramka w tym sezonie w lidze angielskiej:

 

Drogba załatwił jednak Chelsea zwycięstwo:

 

 

Kibice Arsenalu nie odczuli braku Adebayora:

 

A Adebayor tymczasem zaskarbia sobie serca kibiców City:

 

Może ja się czepiam, może jest coś o czym nie wiem, może zwyczajnie nie znam się na piłce, ale za nic na świecie nie mogę zrozumieć co oni w tej Anglii widzą w tym Bellamym. Tevez na ławce, Cruz na trybunach, a walijski "drwal" biega sobie w najlepsze po boisku. Dla mnie to dziwne jest trochę...

Bayern zapomniał już chyba jak się zwycięża. Po kiepskim poprzednim sezonie, w tym mieli ponownie niepodzielnie rządzić w lidze, tymczasem dwa mecze i dwa punkty na koncie. To nie jest chyba szczyt marzeń Bawarczyków.

 

Właśnie zakończył się mecz Manchesteru United z Birmingham. Czerwone Diabły wymęczyły 1:0. Tomasz Kuszczak cały mecz spędził na ławce rezerwowych i podziwiał całkiem udany mecz Fostera.

Trwa spotkanie Moenchengladbach vs. Hertha. Piszczek i Wichniarek wyszli w pierwszym składzie. Do przerwy klub z Berlina przegrywa jednak 1:0.

wtorek, 11 sierpnia 2009
Wywczas
Nie da się nie zauważyć, że mimo kilku interesujących sportowych wydarzeń od jakiegoś tygodnia nie pojawiają się żadne wpisy na blogu. Powód jest bardzo prosty - jestem na wywczasie i taki stan rzeczy utrzyma się prawdopodobnie do końca tego tygodnia (może w weekend już coś skrobnę, jak będę miał dostęp do netu). Nie miałem niestety możliwości puścić tej informacji wcześniej, dziś dopiero udało mi się dorwać kafejkę. Tak czy inaczej rusza coraz więcej lig europejskich, jutro gramy towarzysko z Grecją, więc na nudę kibice narzekać nie mogą. Jak wrócę będzie o czym pisać!
piątek, 31 lipca 2009
Gole z meczów Lecha i Legii (Liga Europejska)

Lech zaimponował, rozniósł norwegów i praktycznie już awansował:

 

Legia wywozi z Kopenhagi korzystny wynik, ale o awans wcale nie będzie łatwo:

 

Polonia podobno zagrała dobry mecz z holenderską NAC Bredą, ale marne to pocieszenie, bo porażka u siebie 0:1 oznacza dla Czarnych Koszul minimalne szanse na awans.

czwartek, 30 lipca 2009
"NIE" dla walki Adamek - Gołota!

Coraz bardziej na poważnie brany jest pod uwagę pojedynek Tomasza Adamka z Andrzejem Gołotą. Media huczą od plotek i już nazywają to wydarzenie Polską Walką Stulecia. Sami pięściarze również wyrażają chęć skrzyżowania rękawic. Są osoby gotowe wyłożyć spore pieniądze (i jeszcze większe zarobić), jest wielkie zainteresowanie, są wolne terminy. Jak się więc wydaje nic nie stoi na przeszkodzie, niestety...

Skłamał bym pisząc, że sam nie jestem ciekawy jak rozstrzygnąłby się taki pojedynek. Jednak jest dla mnie coś ważniejszego od chęci przekonania się kto kogo znokautuje. Tego czegoś nie da przeliczyć się na pieniądze.

Jestem młodym człowiekiem i tak naprawdę moje zainteresowanie boksem zaczęło się właśnie od Andrzeja Gołoty. To człowiek, dla którego w dzieciństwie zarwałem nie jedną noc, obgryzłem nie jednego paznokcia, krzyczałem i skakałem o wczesnych godzinach rannych budząc sąsiadów. Nikt chyba jako indywidualny sportowiec w latach 90-tych nie działał na wyobraźnie kibiców tak mocno jak właśnie Gołota. Śpiewał o nim Kazik, nazywany był (nie tylko w Polsce) Ostatnią Nadzieją Białych, stawał do walki z największymi bokserami ostatnich lat. I nie miało znaczenia, że często te walki kończyły się kompromitacją. Po chwilowym rozczarowaniu i złości człowiek czekał z zapartym tchem kolejne miesiące na następny pojedynek, by znów zarwać nockę dla Andrzeja. Choć w ostatnich latach walczył z mało znanymi przeciwnikami, to i tak każda jego walka wciąż działa jak magnes na kibiców boksu. Niestety popularny Andrew na zawsze pozostanie bokserem niespełnionym, bo nie udało mu się nigdy zdobyć mistrzowskiego pasa. Dla mnie mimo wszystko jest on bokserem z absolutnej czołówki.

O ile o Gołocie (41 lat) można już spokojnie mówić jako o bokserze u schyłku kariery, o tyle Tomasz Adamek (33) to wciąż w boksie zawodowym melodia przyszłości. Tomek mimo, że praktycznie dopiero zaczyna swoją przygodę na ringach USA trzymał już w rękach pasy mistrzowskie 3 różnych federacji (WBC, IBO, IBF). To pięściarz totalnie różny od Andrzeja - szybszy, zwinniejszy, mocniejszy psychicznie, jednak nie mający aż takiego przebicia w bokserskim światku. Dziwne to trochę, bo o ile Gołota zawsze przyciągał wielkie telewizje, wielkie pieniądze i wielkich przeciwników, mimo, że nigdy tak naprawdę nie wykazał się do końca na ringu, to z Adamkiem sytuacja jest zupełnie odwrotna. On na ringu wielokrotnie już udowodnił, że jest bokserem nietuzinkowym, a mimo wszystko wciąż nie biją się o niego największe stacje sportowe za wielką wodą, a co za tym idzie wciąż brakuje tego medialnego szumu, który tak potrzebny jest w tym sporcie, aby ktokolwiek chciał się z tobą bić. Adamek oczywiście pnie się stopniowo w górę, ale ma do pokonania bardzo wyboistą drogę. Tak czy inaczej walki Adamka działają na moją wyobraźnię równie mocno co walki Gołoty i równie mocno mu kibicuje. Mam do niego wielki szacunek, za niesamowitą pracę i ambicję oraz determinację jaką pokazuje na ringu i poza nim.

Nie potrzeby jest nam Polakom ten pojedynek! Co on da oprócz mega zysków finansowych i wysokiej oglądalności (co w sumie jest istotą każdego pojedynku). Mamy zbyt dużo do stracenia na innych polach.

Co jeśli wygra faworyzowany Adamek? Pogrąży to już kompletnie naszą żywą legendę, człowieka od którego zaczął się polski boks zawodowy z prawdziwego zdarzenia (tylko nie pisać mi tu o Michalczewskim, który przez 95% kariery walczył pod flagą niemiecką). Może zniknąć już na zawsze i nieodwołalnie i tak już nadszarpnięty mit Gołoty jako wielkiego pięściarza. To tak jakby dowiedzieć się, że Święty Mikołaj rzeczywiście nie istnieje!

Co jeśli wygra Gołota? Wciąż nie zdobędzie żadnego pasa, nie otworzy mu to też drzwi do przyszłych walk o mistrzostwo. Pokonując Adamka odbierze nam za to szansę na podziwianie wielkiego czempiona jakim z każdą walką staje się Tomek. Adamek mozolnie buduje swoją reputację, pnie się po szczebelkach kariery, powoli rodzi się jego legenda jako znakomitego polskiego pięściarza, tymczasem jeden mocny cios Gołoty może to wszystko zniszczyć. Widzicie te nagłówki w prasie? "Mistrz pobity przez dziadka" itp., itd. Ta skaza na zawsze może wtedy pozostać na jego nieskazitelnym jak dotąd wizerunku.

Po co to komu? Niech lepiej Gołota zajmie się powoli czymś innym, a jak już musi się tłuc, to niech tłucze kogoś innego. Adamek, jeśli ma rzeczywiście zamiar wskoczyć wagę wyżej niech lepiej ostro weźmie się do roboty bijąc się z kolejnymi rywalami w USA, tak abyśmy już wkrótce mogli się fascynować kolejną jego walką o pas. Tyle, że tym razem niech będzie to pas w najbardziej prestiżowej kategorii wagowej. I może w końcu spełni się wielki sen polskiego kibica, który tle razy próbował nam ziścić Andrew.

I kończąc już moje wypociny: do cholery nie mam pojęcia komu miałbym kibicować????

środa, 29 lipca 2009
Oby quentin się mylił

W nawiązaniu do tego wpisu quentiina quentina:

http://mundialowo.blox.pl/2009/07/Obraniak-sie-w-Polsce-zmarnuje.html

A może pójdzie to wszystko w drugą stronę?

Polscy piłkarze olśnieni kunsztem i profesjonalizmem nowego kolegi podniosą choć o jeden szczebelek (co już byłoby sukcesem) swój poziom zaangażowania i umiejętności. Dzięki czemu polska reprezentacja będzie miała spory pożytek z nowego nabytku, a my będziemy mieli dużo powodów do radości.

A tak całkiem serio, to patrząc na dwa dotychczasowe przypadki naturalizowanych Polaków to i tutaj scenariusz może być bardzo podobny:

Obraniak pewnie w niemal każdym meczu będzie zawodnikiem wyróżniającym się, choćby ze względu na inną kulturę gry, której nasi zawodnicy jakoś nie mogą się nauczyć. Czy to jednak ruszy do przodu naszą kadrę? Może, ale nie musi. Roger nawet gdy jest w tragicznej formie, w kadrze ma choćby jeden bramkowy przebłysk na mecz (gol lub asysta), niestety to czasem (często) nie wystarcza przy nędznej grze (bez przebłysków) reszty zawodników. Faktem jest jednak, że po raz pierwszy w reprezentacji zagra dwóch naturalizowanych Polaków na raz, więc jest szansa, że będziemy mogli liczyć na dwa przebłyski na mecz:)

Nie wyżywając się też bez sensu na naszych rodowitych kadrowiczach z krwi i kości, wydaję mi się, że jeśli dodamy do Rogera (podobno wraca do dobrej formy) i Obraniaka takich zawodników jak Jeleń, Błaszczykowski, czy zawsze solidny Mariusz Lewandowski to możemy mieć całkiem przyzwoitą linię pomocy. I oby właśnie tak było.

poniedziałek, 27 lipca 2009
Kogo obchodzi Superpuchar Polski(Ekstraklasy)?

Od wielu lat, gdy polskim drużynom przychodzi zmierzyć się w finale któregoś z krajowych pucharów w mediach rozpoczyna się wielka debata. Dyskusja ta dotyczy corocznych działań PZPN-u, które zmierzają do deprecjonowania tych wydarzeń.

Wszyscy zgodnie grzmią (słusznie zresztą), że źle dobierane są terminy, godziny i miejsca tych pojedynków. Nie ma też należytej promocji zmierzającej do podniesienia prestiżu takich rozgrywek. Za przykład do naśladowania podaje się takie kraje jak: Anglia, Włochy, Hiszpania, Francja, gdzie tego typu wydarzenia traktowane są jak prawdziwe piłkarskie święta.

Za nami pierwszy w tym sezonie pojedynek o krajowe trofeum – Superpuchar Ekstraklasy (kto jest odpowiedzialny za tą straszną zmianę nazwy???). Mecz ten odbył się w sobotę o nie najgorszej godzinie (17), na ładnym, nowym obiekcie. Naprzeciw siebie stanęło dwóch obecnych faworytów to tytułu mistrzowskiego i jednocześnie dwa kluby, które posiadają znaczną ilość kibiców (co widać było na Dialog Arena). Mecz stał na niezłym poziomie, miał swoją dramaturgię w postaci rzutów karnych. Zabrakło co prawda transmisji w otwartej telewizji, ale reszta warunków, aby uznać ten pojedynek za prestiżowe wydarzenie zostało spełnionych.

Tymczasem poniedziałkowe wydania gazet codziennych niezbyt kwapiły się aby opisywać sobotni finał:

Gazeta Wyborcza

Gazeta Wyborcza na 8 stron dodatku sportowego samemu Superpucharowi poświęciła może 1/4 strony. Więcej zajmuje artykuł z dywagacjami na temat: kto wyleci z Wisły. Ważniejsza też wydaje się kolejna kontuzja Dicksona Choto, o której artykuł jest wyraźnie większy.

Rzeczpospolita

Rzeczpospolita wygospodarowała w poniedziałek 5 stron na tematy sportowe. Informacje o pojedynku Wisły i Lecha zajmują około pół strony (łącznie z wywiadem ze Skorżą na temat, czy odejdzie, czy nie)

Dziennik

Dziennik na 4 strony o sporcie znalazł prawie stronę dla Superpucharu. Z tym, że ponad połowa tego artykułu to znów plotkowanie o przyszłości Skorży po odpadnięciu z eliminacji LM, oraz o transferze Seweryna Gancarczyka do poznańskiego Lecha. Sam mecz to niewiele ponad jedna kolumna tego tekstu. W tej gazecie na przykład ważniejszy wydaje się (sądząc po rozmiarze tekstu) sparing Hutnika Kraków z Sheffield FC.

Przegląd Sportowy

Wykazał się za to Przegląd Sportowy, w którym finał Superpucharu Ekstraklasy został uznany za wydarzenie weekendu (specjalny znaczek przy artykułach na ten temat) i trafił na okładkę gazety. W środku prawie 3 strony (oprócz wywiadu z Sewerynem Gancarczykiem) na których opisywane jest wyłącznie sobotnie wydarzenie

Wydaje mi się to trochę dziwne. Najpierw media słusznie pompują balon o nazwie: "PZPN olewa krajowe puchary", po czym same przyczyniają się do tego, że nikt takich rozgrywek nie będzie traktował poważnie. W Gazecie Wyborczej wzmianka o meczu jest tak mała, że można ją zwyczajnie przeoczyć. Ja przykładowo spotkałem wczoraj i dziś kilka osób interesujących się na co dzień sportem, które nie miały nawet pojęcia, że w sobotę odbył się mecz o Superpuchar Polski (Ekstraklasy)!!! W Anglii przy meczu o Tarczę Dobroczynności taka sytuacja jest nie do pomyślenia. Bez pomocy mediów tego typu rozgrywki nigdy nie zyskają odpowiedniej rangi. PZPN to twór nieczuły, nieambitny i nieprofesjonalny i chyba nic już mu nie pomoże i nic go nie nauczy. Natomiast media, wydaje mi się powinny dać z siebie więcej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22